#45 Ognisty tron


Tytuł oryginalny: The throne of fire
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 480
Książek w serii: Trzy
Cena z okładki: 36.90 zł
Ocena: 7/10

Odkąd bogowie starożytnego Egiptu zostali wyzwoleni we współczesnym świecie, Carter Kane i jego siostra Sadie znaleźli się w tarapatach. Jako potomkowie Domu Życia Kane'owie są obdarzeni wyjątkowymi mocami, ale przebiegli bogowie nie dali młodym magom czasu na opanowanie choćby podstawowych umiejętności. A byłyby bardzo potrzebne - ich przerażający nieprzyjaciel, wąż chaosu Apopis rośnie w siłę. Jeśli w ciągu kilku dni nie zdołają zapobiec jego uwolnieniu, nastąpi koniec świata. Innymi słowy: zwykły dzień rodziny Kane'ów. 

Aby mieć jakiekolwiek szanse w walce z siłami chaosu, rodzeństwo musi przywrócić do życia boga słońca Ra - to zadanie przekraczające wszystko, czego dokonał jakikolwiek mag. Muszą odnaleźć trzy części Księgi Ra i nauczyć się zawartych w niej zaklęć. Och, nie wspomnieliśmy chyba, że nikt nie wie, gdzie Ra się znajduje.


"Czytałam je już wielokrotnie, ale były tajemnicze i zawiłe jak podręcznik od matmy"

Pierwszy tom o rodzeństwie Kane podobał mi się. Jednak muszę przyznać, że ta część była trochę lepsza. 
Chyba każdy zna Pana Riordana, autora bestsellerowych powieść o półbogu Percym Jacksonie. Niestety, nie miałam jeszcze szansy przeczytać polecanej przez blogerów serii o bogach greckich. Styl tego autora naprawdę mi się spodobał. Jego książki szybko się sprzedają i równie szybko się je czyta. Mężczyzna tworzy niesamowite historie na podstawie mitów, które doprawione są szczyptą magii i dużą ilością akcji. Taka mieszanka musi zostać bestsellerem wśród książek dla młodzieży. 


Ja nigdy nie przepadałam za mitologią egipską. Grecka, oczywiście, ale egipska jakoś nie budziła mojego zainteresowania. Jednak teraz, po spojrzeniu na mity przez pryzmat opowieści Riordana, jego humoru i samego pomysłu na powieść, zaczynam przekonywać się do wierzeń starodawnych Egipcjan. 

Jak wspomniałam w recenzji Czerwonej piramidy polubiłam głównych bohaterów. Sadie, dziewczyna która nosi glany i ma różowe końcówki. Mimo, że wygląda jak normalna nastolatka to ma niesamowite zdolności - rozumie egipskie hieroglify oraz zna różne przydatne zaklęcia. Młoda dziewczyna kocha się w Anubisie, bogu śmierci. Jednak kiedy w domu pojawia się przystojny Walt sprawy się komplikują.
Carter w pierwszej części denerwował mnie jednak w drugiej wydoroślał i przestał być niezdarnym 14-latkiem, który stracił rodziców. Chłopak stał się odważny i, mimo że zdarzało się że zadzierał nosa to polubiłam go. Do tego jego ukochana okazała się uszebti, glinianym posągiem udającym człowieka. Carter nie spocznie do póki nie odnajdzie prawdziwej Ziy. Jest tylko jeden problem, nikt nie był na tyle łaskawy, by powiedzieć zakochanemu nastolatkowi gdzie ukryta jest dziewczyna. 


"- Myślałem, że jesteście kapłanami - burknął Klaudiusz Wściekły. - Przecież to bóg Ptah!

- Ptah? - słyszałam już sporo dziwacznie brzmiących imion egipskich bogów ale to była nowość. 
- Ptah syn Ptaka? To bóg pitu-pitu?"


Uważam, że książka jest naprawdę dobra i spodoba się fanom mitologii egipskiej. Mimo, że zdarzały się momenty, że nic ciekawego się nie działo to nie żałuję, że sięgnęłam po kontynuację tej trylogii. 

~ A. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz