#67 Ostatni smokobójca


Tytuł oryginalny: The Last Dragonslayer
Autor: Jasper Fforde 
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 320
Książek w serii: Dwie
Cena z okładki: 34.90 zł
Ocena: 7/10

W starych dobrych czasach magia była potężna i niezastąpiona: pomagała obronić królestwo przed najeźdźcą i przeczyścić zatkany odpływ. Ale dzisiaj środek do udrażniania rur jest tańszy niż zaklęcie, a na latających dywanach rozwozi się pizzę. Splendor magii zanika, czarowanie powszednieje, bo i moce już nie te same…
Zupełnie niespodziewanie czarodziejów nawiedzają prorocze wizje, a wraz z nimi rośnie magiczna energia. Co z tym wszystkim ma wspólnego ostatni smok, którego śmierć przepowiedziano?
Odpowiedź na to pytanie znaleźć może jedynie nowo mianowany Smokobójca: nastoletnia Jennifer i jej ukochany Kwarkostwór. 
Jak dziewczyna poradzi sobie w walce ze smokiem ?

Główna bohaterka, Jennifer Strange jest szesnastoletnią, no prawie szesnastoletnią, znajdą. Na barkach nastolatki spoczywa firma Kazam, która zajmuje się wynajmowaniem czarodziejów do różnych zadań. Jennifer traktuje siedzibę niczym dom, ponieważ sama została wychowana przez Błogosławione Służki Homara. Jednak pewnego dnia wszystkich jasnowidzów w królestwie nawiedzają prorocze wizje, które mówią o śmierci ostatniego smoka - Maltcassiona. Wraz z zapowiedzą końca linii wielkich jaszczurów moc czarodziejów rośnie. Czy ma to jakiś związek z mroczną przyszłością potwora ?


" - Naciągacz - powiedział mężczyzna spokojnym, uroczystym głosem. - Miecz Smokobójcy. [...] Jest najostrzejszą bronią na świecie. Przetnie stal karbidową, jakby była mokrą papierową torbą.

- Dlaczego nazywa się Naciągacz?
- A masz pojęcie, ile kosztowało jego wykonanie?"


Zacznijmy od tego, że ilustracje przedstawione w książce są świetne. Ukazują one śmieszne sceny, ale też smutne momenty historii. Okładka jest cudowna, bo nie można jej inaczej określić. Projektantowi okładki i ilustracji gratuluję pomysłowości i talentu.  Wykonawcy zadbali o najmniejsze szczegóły np. zęby smoka i Kwarkostwora, Naciągacz są wypukłe i błyszczące co według mnie wygląda naprawdę dobrze.

Autor stworzył niesamowity świat, w którym się zakochałam. Szczególnie polubiłam siedzibę Kazam, no bo kto nie chciałby mieć pokoju, który sam się sprząta. No i oczywiście magiczna winda, która strasznie przypominała mi kominek w domu Weasleyów. 
Jednak nie tylko miejsca zostały wymyślone, ale także firmy. Jedną z nich są Bąbelki, a prawdopodobnie najpopularniejszym kanałem w Królestwie Snodda jest Mięczak TV. 
Muszę dodać, że w tej historii nie było tematyki związanej z miłością, która nie przysłoniła fabuły. 


"Nagle otworzyły się drzwi do biura i w progu stanął wysoki mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze i kapeluszu z rondem. Od razu zauważył Kwarkostwora, o co było w sumie nietrudno.

- Czy on... gryzie?
- Tylko do kości.”


Mimo, że Ostatni smokobójca mógł wydawać się książeczką dla dzieci to nią nie jest. Powieść ukazuje nam największe wady ludzi - chciwość, chęć zarobienia na czyimś nieszczęściu. Akurat w przygodach piętnastoletniej Strange cechy te ukazane są w humorystyczny sposób, ale jednak przewijały się w tej historii. 

Jennifer nie była schematyczną bohaterką. Tak, została wychowana przez Służki Homara, a na jej barkach spoczywała ogromna odpowiedzialność, ale poprzez niektóre swoje zachowania pokazała się z innej strony. Dziewczyna była czuła, kochająca, ale potrafiła postawić na swoim. Poza tym była pomysłowa co nieraz można zauważyć. 
Jednak zdecydowanie moim faworytem w tej historii jest nie kto inny jak Kwarkostwór. Mimo swojego dość charakterystycznego wyglądu i skłonności do jedzenia metalu kochał on Jen całym swoim serduszkiem i poświęciłby dla niej wszystko. Zdecydowanie jest on jedną z najsłodszych istot istniejących w różnego rodzaju książkach. 
Nie mogłabym nie wspomnieć o uroczej Krewetce Tygrysiej, w skrócie Tygrys. Ten chłopiec był uparty, ale odważny co ukazał nie raz, a dwa. No i także pochodził z sierocińca Homara, a ostatnią Smokobójczynie traktował z wielkim szacunkiem. 


"Smokobójce sponsorują Bąbelki - napój czempionów."

Jednak każda powieść ma swoje minusy i tutaj zdecydowanie było zbyt dużo długich i nudnych opisów przyrody, czego ja nienawidzę w książkach. Niektóre z nich ciągnęły się przez pół, a czasem nawet przez całą stronę. 

Książkę polecam, bo była ona naprawdę śmieszna. Spodoba się ona nie tylko nastolatkom, ale także osobom starszym, bo na każdej stronie działo się coś co wywoływało u mnie uśmiech. Powieść zdecydowanie spodoba się fanom literatury fantastycznej. 

~ A. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.


5 komentarzy:

  1. nie przepadam za smokami, ale książka bardzo mnie intryguje.
    coraz częściej zastanawiam się, czy po nią nie sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmiać się przez 320 stron? No to musiałaś się dobrze bawić :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym momencie dostałam bólu szczęki ;) Ale tak bywa przy czytaniu książek, w których bohaterowie mają czasami tak głupie teksty, że aż zabawne :D

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wędruje na listę książek do przeczytania ;)

    ocean-slow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń