#136 Dziedzictwo Ognia


Tytuł oryginalny: Heir of Fire
Autor: Sarah J.Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 656
Książek w serii: Pięć
Cena z okładki: 39.99 zł
Ocena: 4/10


"Była dziedziczką popiołu i ognia, i nie będzie się nikomu kłaniać."

Celaena Sardothien przeżyła już wiele – brutalne szkolenia, niewolę, turniej o pozycję Królewskiej Obrończyni… Tym razem jednak przyjdzie się jej zmierzyć z własnymi demonami, z ciężarem jej dziedzictwa. Aby uzyskać informacje – kluczowe w wojnie z okrutnym królem Adarlanu – musi nauczyć się panować nad ogniem, który nosi w sobie. 
Jednak i na dworze władcy zawiązują się sojusze, mające na celu zakończenie jego panowania i przywrócenie magii na kontynencie.

Tom pierwszy serii Szklany Tron nie podobał mi się. Drugi pokochałam. Co z trzecim? Dziedzictwo Ognia znienawidziłam. Nie mogłam pojąć czemu ludzie tak bardzo uwielbiają Sarah J. Maas. To pytanie szczególnie nurtowało mnie po przeczytaniu Szklanego Tronu, który - według mnie - był średni. Dopiero druga część sprawiła, iż pokochałam świat wykreowany przez autorkę. Pani Maas postawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę po Koronie w mroku. Niestety, zbyt wysoką.
W Dziedzictwie nie ma akcji. Po prostu. Nic się nie działo, no może poza kilkoma momentami, jednak nawet one mnie nudziły. Powieść ma ponad 650 stron, zaciekawiło mnie 20 ostatnich. Wiele rozdziałów wyglądało tak samo. Celaena wstawała, szła do kuchni, szła na trening, rzucała przekleństwami jak leci, kładła się spać. Czułam się jakby autorka z braku pomysłu robiła raz za razem kopiuj-wklei. Niektóre z rozdziałów pełniły chyba rolę tak zwanych "zapychaczy". Nic w nich nie było, tylko rutyna, rutyna i - o zgrozo - rutyna. 

Chyba każdy kto czytał tę serię uwielbia (albo chociaż lubi) Celaenę. Sarkastyczna, wredna, zabójcza dziewczyna, która skopała tyłki tylu ludziom, że trudno byłoby to policzyć. Ta osoba, która tyle przeszła, ale zawsze starała się to ukrywać stała się tchórzem. Z morderczyni przemieniła się w histeryczkę, cykora i nie wiadomo kogo jeszcze. Nagle nie potrafiła walczyć, zaczęła zachowywać się jak ostatnia sierota. To nie była Celaena, uparta pannica poznana w Szklanym Tronie. 


"-  Chyba wolałabym śmierć z twojej ręki niż z ręki Meave.
- Niewykluczone, że to pierwsza mądra rzecz, którą przy mnie powiedziałaś."

Do gustu nie przypadł mi również fakt, że autorka starała się wszystkim - ładnie mówiąc - popsuć życie. Czy żaden z bohaterów nie zasługiwał na szczęście? W mniemaniu pani Maas najwyraźniej nie. A szkoda, bo to właśnie przez pewne wydarzenia znienawidziłam tę powieść jeszcze bardziej. 

Okładka Dziedzictwa jest bardzo ładna. Ale tylko z przodu. Tył wygląda zupełnie inaczej. Przede wszystkim postać dziewczyny, która chyba miała być Celaeną wygląda jak jakaś lalka Barbie. Zazwyczaj tył książek z tej serii odzwierciedla postać głównej bohaterki, tyle że ubrana jest ona w piękną suknię. Tutaj niestety tak nie jest, przynajmniej według mnie. 

Nie mogę powiedzieć, że książkę odradzam, bo nie odradzam. Jednak nie nastawiajcie się na nie wiadomo co, tak jak ja, bo potem możecie żałować (również jak ja). Szczerze to nie wiem czy sięgnę po czwartą część, jak na razie nie mam takiego zamiaru. Zobaczymy co będzie w chwili wydania owej powieści w Polsce. 

~ A. 

3 komentarze:

  1. Słyszałam same pochlebne opinie i już miałam kupić serię pani Mass, jednak Twoja recenzja dała mi trochę do myślenia i się jeszcze troszkę zastanowię zanim je kupie.
    Pozdrawiam, Julka
    http://karmeloweczytadla.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba nie dla mnie ;) jakoś mi się to nie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na razie jestem zakochana w tej serii i mam nadzieję, że po przeczytaniu trzeciej części moje zdanie się nie zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń