#149 Łuska w cieniu - Read More Books Challange


Tytuł oryginalny: Shadow Scale
Autor: Rachel Hartman
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 624
Książek w serii: Dwie
Cena z okładki: 39 zł
Ocena: 5.5/10

Królestwo Goreddu – świat, w którym ludzie i smoki żyją w niepewnej równowadze, a ci nieliczni, którzy są jednocześnie ludźmi i smokami, muszą ukrywać prawdę. Jedno z nich – w połowie ludzka dziewczyna, w połowie smoczyca, imieniem Serafina – niechętnie dało się wciągnąć w politykę swojego świata. Kiedy dochodzi do wybuchu wojny między smokami a ludźmi, Serafina musi wyruszyć w podróż, by odnaleźć innych podobnych sobie – ponieważ łączy ją niewyjaśniona więź z nimi wszystkimi, a razem będą zdolni walczyć przeciwko smokom w potężny, magiczny sposób.
Zbierając tę barwną gromadkę, Serafina musi uciekać przed ludźmi, którzy próbują ją zatrzymać. Jednak najbardziej przerażająca jest inna pół-smoczyca, która umie wkradać się w ludzkie umysły i je przejmować. Aż do tej pory Serafina chroniła swój umysł przed intruzami, co jednocześnie oznaczało ograniczenie jej możliwości. Nadszedł czas, by podjąć decyzję – trzymać się bezpiecznego starego życia czy przyjąć potężne nowe przeznaczenie?


Łuska w cieniu jest kontynuacją powieści Serafina. Jest to historia młodej dziewczyny, której nie można nazwać zwyczajną. Jest ona pół-smokiem. Jej dotychczasowe życie nie było łatwe. Musiała ukrywać swój dar. A może przekleństwo? Jednak po wydarzeniach z poprzedniego tomu Fina nie musi już kryć się tak jak dawniej. Jej przyjaciele nareszcie poznali prawdę, dzięki czemu Serafina wyrusza na wyprawę, której celem jest odnalezienie innych ityasaari, pół-smoków. Jednak wszystko komplikuje się, gdy na drodze dziewczyny staje pół-smoczyca opanowująca umysły innych z ich gatunku.  Jak Fina sobie poradzi? Czy da radę pokonać zawziętą ityasaari gotową zrobić wszystko, by wygrać?

Pierwszy tom bardzo mi się spodobał. Drugi natomiast bardzo mnie zawiódł. Tak jak w przypadku Serafiny przebrnięcie przez kilkadziesiąt pierwszych stron było koszmarem. Na szczęście później akcja zaczęła się rozkręcać, ale i tak nie było najlepiej. To właśnie brak zwrotów akcji, niespodziewanych wydarzeń było największym minusem książki. 

Autorka zamiast skupić się na garstce poznanych wcześniej postaci zaczęła tworzyć miliard innych, słabo wykreowanych osób,  których imion nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Pani Hartman mogła lepiej pokierować Serafiną, ponieważ główna bohaterka niczym mnie nie zaskoczyła, a do tego stała się kimś zupełnie innym. Jak widziała, że dzieje się coś złego, ktoś cierpiał, po prostu patrzyła i współczuła. To nie pasowało mi do dziewczyny poznanej w pierwszej części. Glisselda nadal pozostała moją ulubioną bohaterką. Była szczera, pełna życia, mimo że musiała objąć bardzo ważne oraz wymagające stanowisko, rolę królowej. 

O wątku miłosnym wolałabym zapomnieć. Jest on tak denny i beznadziejny, że nie chcę nawet o nim mówić. Po przeczytaniu ostatniego rozdziału nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Podejście Finy do pewnych wydarzeń było po prostu śmiechu warte. 

Podsumowując, książka była średnia. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała, ponieważ były momenty, które bardzo mi się podobały. Jednak jeśli powieść ma ponad 600 stron, a wydarzenia, które przypadły mi do gustu zajęły łącznie maksymalnie jedną trzecią książki to nie mogę powiedzieć, że Łuska jest arcydziełem, prawda? 

~ A

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MAG.


Książka bierze udział w wyzwaniu "Read More Books Challange", który został zorganizowany przez Otwartą Księgę.
Więcej o wyzwaniu tu: Read More Books Challange

8 komentarzy:

  1. A zapowiadało się tak dobrze... jednak, jak widać, dopadła ją "klątwa drugiego tomu". Nienawidzę słabych wątków miłosnych, a jeżeli tutaj taki się znajduje, to chyba sobie odpuszczę. W końcu święta to nie czas, w którym męczymy się z nieudanymi kontnuacjami :)
    Świetna recenzja :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę książek ze smokami :/ Zawsze do takich powieści mam uprzedzenia, nie wiem czemu :/ Może jakieś urazy książkowe z dzieciństwa, haha ;) Widzę, że następna recenzja to dzieło Davida Levithana i mojego ukochanego Johna Greena♥ Czytałam ją i jestem ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam ;*
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś mnie nie wciągnęła :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki ze smokami czytam rzadko, ale większość niestety mnie nie urzeka. Smoki fascynują, ale ich opisy w książkach, gdy są bohaterami głównymi nie trafiają do mnie. Brak akcji dość często niestety mnie zniechęca, nie wiem, czy książkę udałoby mi się skończyć.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka świetna - w końcu dobre wydawnictwo. Ale wydaje się dosyć słaba - twoja recenzja praktycznie jednoznacznie świadczy o tym, że pozycja ta nie urywa pewnej części ciała. Raczej będę unikać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. To częste, że dopiero po kilku stronach książka się rozkręca. Ja nie lubię czytać kolejnych tomów po dłuższych przerwach, bo nie umiem się w nie wkręcić. To ma niestety przełożenie na moje recenzje potem.

    OdpowiedzUsuń
  7. O tych książkach słyszałem, głównie za sprawą przeglądania zapowiedzi MAGa, ale nie przykuła jakoś mojego wzroku. Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam do siebie, nominowałam Cię do mojego pierwszego tagu: http://ksiazka-od-kuchni.blogspot.com/2015/12/agatha-christie-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń