Favs of 2016


Na samym początku chcę życzyć Wam wszystkim, którzy to czytają, niesamowitego roku 2017. Żeby Wasze marzenia się spełniły, dużo radości, zdrowia. Więcej super książek, filmów, seriali i muzyki oczywiście - jak mogłabym o tym zapomnieć! 

2016. Rok porażek, przynajmniej w moim wydaniu. Nie chcę się Wam tu żalić, bo to nie ma najmniejszego sensu, ale "2k16" to była totalna masakra. Mam nadzieję, że 2017 będzie lepszy, bo jeśli nie to zacznę martwić się o swoje zdrowie psychiczne. No ale koniec smutania - dzisiaj mam dla Was moich ulubieńców roku 2016. 


Koncerty
W 2016 roku byłam na pierwszym koncercie. Do Torunia przyjechał Taco Hemingway - polski raper. Musicie wiedzieć o mnie jedno: nienawidzę polskiej muzyki, a w szczególności rapu. Jednak moja koleżanka z klasy w październiku puściła mi jedną piosenkę Taco i kompletnie przepadłam. Jego teksty są genialne. Na początku mogą wydawać się bez sensu, ale jeśli je przeczytacie, to zrozumiecie. 
Drugi koncert jeszcze nie miał miejsca, ale na 100% na niego pojadę. Prędzej skoczę pod pociąg niż go opuszczę. Mowa o koncercie Imagine Dragons, który będzie miał miejsce 3 czerwca 2017 roku, czyli za dokładnie 156 dni ♫ No ale bilet kupiłam (a właściwie dostałam) w 2016, więc się liczy.


Podróże
W tym roku całkiem sporo wyjeżdżałam. Najpierw, w styczniu, byłam w Gdańsku. Następnie byłam na Targach Książki w Warszawie i było naprawdę świetnie 😍 Ale najważniejszy wyjazd miał miejsce w czerwcu - spełniłam jedno ze swoich największych marzeń i odwiedziłam Londyn. Było wspaniale! Natomiast w sierpniu pojechałam na rodzinne wakacje do Chorwacji. To naprawdę piękne miejsce, a woda była cudowna. 


Seriale
2016 to był zdecydowanie rok seriali. Teen Wolf, American Horror Story, The Flash, Outlander, The 100, Skins, a w grudniu pokochałam Orange is the new black. Ten serial jest genialny, naprawdę ♥


Tumblr, twitter, We heart it
W tym roku totalnie uzależniłam się od tych mediów społecznościowych. Może to nie za dobrze, no ale niezbyt mnie to obchodzi. Przeglądanie prześlicznych obrazków, cytatów naprawdę działa na mnie uspokajająco. 


Blog
Najważniejsze na koniec.  W 2016 roku minęły dwa lata odkąd piszę bloga. Strasznie szybko to zleciało. Poza tym logo Bukowych znalazło się w książce Chłopak z sąsiedztwa i jestem z tego niesamowicie dumna. 
Niestety w tym roku nie pojawiło się aż tak dużo postów. Egzaminy, przyjęcie do liceum, a teraz cholernie dużo nauki przytłoczyło mnie totalnie. Mimo że w tym roku zdarzyło się dużo dobrego, to był to najbardziej stresujący rok jaki przeżyłam. Bardzo mało czytałam, pisałam, przez co się rozleniwiłam. Ale mam nadzieję, że w 2017 znowu powrócę do formy z 2015. 

A jak Wam minął ten rok?
Był dobry, a może wręcz przeciwnie?

~ A.

#214 Szóstka wron


Tytuł oryginalny: Six of Crows
Autor: Leigh Bardugo
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 496
Książek w serii: Dwie
Cena z okładki: 39 zł
Ocena: 10/10

"Żadnych żałobników.  Żadnych pogrzebów."

Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.
Jeden niewykonalny skok. 

Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne: 
– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)

– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)
Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.

Leigh Bardugo możecie kojarzyć z jej Trylogii Grisza. Ja jej nie czytałam, ale mam  ją w planach tak samo jak milion innych książek. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać tę serię jeszcze w tym życiu, bo słyszałam bardzo dużo pochlebnych opinii. 

"- W jaki sposób najłatwiej ukraść człowiekowi portfel? 

- Przyłożyć mu nóż do gardła? - zapytała Inej. 

- Pistolet do głowy? - powiedział Jesper. 
- Wrzucić mu truciznę do kubka? - zaproponowała Nina. 
- Wszyscy jesteście okropni - obruszył się Matthias. 
Kaz przewrócił oczami. 
- Najłatwiej ukraść człowiekowi portfel, mówiąc mu, że zamierzacie ukraść mu zegarek."


Wydaje mi się, że pani Bardugo słynie ze swojego stylu pisania, który podobno jest niesamowity (przynajmniej tak głoszą amerykańskie "jutuby"). I może na początku byłam nieco sceptycznie nastawiona do tej Jej "niesamowitości", to teraz mogę tylko przyznać, że styl pisania tej kobiety jest naprawdę genialny. 
Świat wykreowany przez Leigh jest magiczny i urzekł mnie w 100%. Autorka ma rzadko spotykany w obecnych czasach dar do opowiadania historii. Nawet ta ogromna liczba opisów mi nie przeszkadzała. 

Ogromną zaletą Szóstki wron są cytaty. Dawno w żadnej książce nie zaznaczyłam ich takiej ilości. Myślę, że to właśnie one są moja ulubioną częścią całej powieści (co z jednej strony jest strasznie głupie,  bo przecież teoretycznie każde zdanie znajdujące się w tej książce mogłoby być cytatem, więc ogólnie rzecz ujmując cała ta książka jest moją ulubioną częścią). 

"Kiedy wszyscy myślą, że jesteś potworem, nie musisz marnować czasu na popełnianie każdej potworności."

Bohaterowie - podobnie jak świat przedstawiony - są wykreowani genialnie. Pewnie osób, które czytały tę książkę nie zdziwi fakt, że moim absolutnie ulubionym bohaterem aka nowym mężem został Kaz. Jest to typ postaci, który po prostu uwielbiam - nie ma duszy/serca, ogólnie człowiek-zagadka. Czasami chciałam go zabić, no ale przez większość czasu go kochałam. 
Kolejną postacią, której warto poświęcić czas jest Inej. Dziewczyna przeżyła naprawdę dużo w swoim stosunkowo krótkim życiu, ale mimo wszystko była - moim zdaniem - najsilniejsza ze wszystkich. 
Poza tym byli jeszcze: Matthiew - druskelle; Nina - grisza; Jesper - spec od broni i Wylan - ktoś w rodzaju zakładnika. 

"- To niezgodne z naturą, żeby kobiety walczyły.

- To niezgodne z naturą, żeby człowiek był równie głupi, jak wysoki, a jednak proszę, stoisz tutaj."


Jestem taką trochę sroką i lubię ładne okładki. A - jak pewnie widzicie - Szóstka wron jest przepiękna. Czarne strony, a właściwie ich grzbiety, są czymś raczej rzadko spotykanym w naszym kraju, co czyni tę książkę jeszcze bardziej wyjątkową. Poza tym okładka równie jest zachwycająca i do tego twarda (!). Wydawnictwo MAG naprawdę się postarało. 

Szóstka wron to świetna historia, która jest powiewem świeżości na polskim rynku wydawniczym. Jej zakończenie nie jest zbyt przyjemne, a właściwie to czuję się lekko zniszczona psychicznie, jednak dzięki niemu jeszcze bardziej nie mogę doczekać się drugiego tomu - Croocked Kingdom. 

~ A. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MAG.

#213 Co mnie zmieniło na zawsze


Tytuł oryginalny: The Way I Used To Be
Autor: Amber Smith
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 392
Książek w serii: Jedna
Cena z okładki: 37.90 zł
Ocena: 7/10

"Miało być prosto, miało być łatwo i nieskomplikowanie, ale w ciągu jednej nocy zmieniło się to w kręty, niemożliwy do przejścia labirynt. Zgubiłam się w nim."


To nie liceum ją zmieniło. To gwałt.
Pewnego wieczoru najlepszy przyjaciel jej brata – niemal członek rodziny – sprawia, że świat Eden wywraca się do góry nogami. To, co kiedyś wydawało się proste, teraz jest skomplikowane. To, co kiedyś wydawało się prawdą, teraz jest kłamstwem. Ci, których kiedyś kochała, teraz budzą tylko jej nienawiść. Nic już nie ma sensu. Wie, że powinna powiedzieć komuś o tym, co się stało, ale nie może tego zrobić. Więc ukrywa to w sobie, głęboko. Ukrywa też to, kim kiedyś była – bo teraz jest już inna. Na zawsze.


Ostatnimi czasy wkręciłam się w książki młodzieżowe ściśle związane z ludzkimi tragediami. Jedną z takich powieści jest własnie Co mnie zmieniło na zawsze. 
Książka opowiada historię 14-letniej Eden. Zwykłej dziewczyny niczym nie wyróżniającej się z tłumu. Do czasu. Nastolatka została zgwałcona przez najlepszego przyjaciela jej brata we własnym łóżku. Od tego momentu całe jej życie zostało zniszczone.

"Naprawdę zaczynam lubić ciszę. Została moją sojuszniczką. Rzeczy dzieją się w ciszy. Jeśli nie pozwolisz, żeby cię raniła, może uczynić cię silniejszą, zostać twoją niemożliwą do przebicia tarczą."

Przez pierwszą część powieści - a składa się ona z czterech - kompletnie nie mogłam wciągnąć się w tę opowieść. Jednak im dalej, tym lepiej. 
Język nie jest szczególnie wymagający, a sama historia jest prosta i nie wniosła nic szczególnego do mojego życia. Pomimo trudnej tematyki, przy jej czytaniu można się rozluźnić po długim dniu w szkole/uczelni/pracy (niepotrzebne skreślić). 

Kreacja bohaterów jest średnia. Z żadnym z nich się nie zżyłam, poza tym wszyscy mieli w sobie coś irytującego, co zniechęcało mnie do nich.
Przyjrzyjmy się głównej bohaterce. Eden w ciągu czterech lat bardzo się zmieniła. Denerwowało mnie jej zachowanie. Nie rozumiałam dlaczego od razu nikomu nie powiedziała o tym co się stało. Na pewno oszczędziłoby jej to wiele kłopotów. 
Bohaterką, która zasługuje na nagrodę najgorszej przyjaciółki na świecie jest Mara. Cała jej uwaga kręciła się tylko wokół jej crusha i koloru włosów. Serio, tak trudno zauważyć, że z twoją najlepszą przyjaciółką nagle dzieje się coś złego? Najwyraźniej tak. 

"Wymyślam się na nowo. Wszyscy wokół to robią."

"Co ze mnie została" to bardzo przyjemna książka, idealna na odprężenie. Mimo słabo wykreowanych postaci, powieść te czytało mi się naprawdę dobrze. Poza tym, wydanie jest cudowne. Do tego część okładki, gdzie znajduje się tytuł na żywo jest bardziej srebrna niż szara, co prezentuje się bardzo ładnie ♥

~ A. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Feeria.


#212 Silver. Druga księga snów


Tytuł oryginalny: Silber - Das zweite Buch der Träume
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 408
Książek w serii: Trzy
Cena z okładki: 39 zł
Ocena: 9.5/10


"Może wcale nie jesteśmy prawdziwi, tylko istniejemy wyłącznie w czyimś śnie?"

Sprawy Liv, młodej bohaterki serii Silver, układają się coraz lepiej. Nowy dom i nowa rodzina okazały się całkiem w porządku. Romantyczny związek z przystojnym i bystrym Henrym trwa. W dodatku nowe fascynujące możliwości odkrywa przed dziewczyną sfera snów. Niestety, Liv ma także powody do niepokoju. Po pierwsze, anonimowa blogerka Secrecy wie o Liv rzeczy, których nie powinna wiedzieć. Po drugie, Henry ma swoje tajemnice. Wiele tajemnic. Po trzecie, za drzwiami z klamką w kształcie jaszczurki czai się coś strasznego, mrocznego i złowrogiego…

Chyba każdy Czytelnik choć raz po skończeniu jakiejś książki miał tzw. "kaca książkowego". Mnie zdarza się to niezwykle rzadko, nawet jeśli powieść, którą właśnie skończyłam nie raz wprawiła mnie w osłupienie i spędziła sen z powiek. Nie żebym narzekała...
Ta jakże szczególną przypadłość miałam po przeczytaniu książki Kerstin Gier "Silver, pierwsza księga snów". Naprawdę długo musiałam zbierać to, co ze mnie zostało. A kiedy już mi się to udało, okazało się, że do premiery drugiego tomu zostało tylko kilka dni. Jak żyć na tym świecie?


"-... A co z symbolem nieskończoności, który podarowałeś Emily?

- Widocznie to była jednak tylko leżąca ósemka - odparł sucho Grayson."


Po zakończeniu, które mnie "lekko" dobiło, nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z Liv, Henrym, Graysonem. I po przeczytaniu Drugiej księgi snów czuję jeszcze większa pustkę. Nie raz powtarzałam, że zakończenia nie powinny być przerywane w ekscytujących momentach, ponieważ jest to nieludzkie. Teraz uważam, że Autorzy powinni ponosić koszty leczenia czytelników swoich książek. Abo pisać jasne i nie wzbudzające chęci mordu, zakończenia. Niestety. po co ułatwiać życie ludziom oraz sprawiać im radość, skoro można w ciągu kilku sekund zamienić ich nadzieje oraz szczęści w drobny mak?

Styl pisania pani Gier uwielbiam. Podkreślam to w każdej recenzji jakiejś z jej książek, ale to najczystsza prawda. Autorka używa przystępnego, młodzieżowego języka, nie czegoś co ma być do niego podobne. Do tego we wszystkich powieściach autorstwa Gier znajduje się masa żartów, sarkastycznych odpowiedzi, co ja po prostu kocham, nie tylko w książkach. 

"Emily działała jak tłumik. Tłumiła wszelką radość."

Jedyną rzeczą, która utrudniała mi czytanie byli bohaterowie. A właściwie główna bohaterka. Liv zachowywała się niedojrzale. Czasami miałam ochotę ją po prostu szarpnąć za ramiona i powiedzieć, by się w końcu ogarnęła. 
Co do zachowania reszty postaci nie mam żadnych zarzutów. Były momenty, że ktoś mnie zdenerwował, ale po przeczytaniu książki rozumiałam dlaczego się tak zachowywał. No nie licząc Emily i Liv - tych dwóch nie jestem zrozumieć za żadne skarby. A próbowałam. 

Okładka Drugiej księgi snów bardzo mi się podoba. Mimo że czarny to mój ulubiony kolor (i taka barwa dominowała na oprawie pierwszego tomu), to druga część wygląda jeszcze lepiej. Do tego te przepiękne srebrne elementy - po prostu cudo. 

" - Kto wierzy w sny, przesypia życie, chłopcze z potarganymi włosami."

Jak widać po recenzji, nadal jestem totalnie zakochana w książkach z tego cyklu. Nie mogę doczekać się trzeciej księgi, ponieważ coś czuję, że będzie naprawdę genialna. 
Jeśli jeszcze nie czytaliście Silver, to serdecznie Wam polecam, bez względu na wiek. Jest to jedna z książek, w których każdy znajdzie coś dla siebie. 

~ A. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.

Ludzie a Teen Wolf cz.3

Ave, dzisiaj ostatni z krótkiej serii o blogerach (i Martynie) oraz Teen Wolf. Mam nadzieję, że taki cykl tematyczny podoba się Wam, ponieważ już planuję coś podobnego z innym serialem/- ami. 
Ale wracając do tematu, na jakie pytanie dzisiaj blogerki miały odpowiedzieć?

"Jaką nadnaturalną istotą Chciałabyś być?"

"No dobrze, pewnie nie będę oryginalna, ale chciałabym zostać wilkołakiem, bo dlaczego nie? To znaczy zdaję sobie sprawę z tego, że podczas pierwszych pełni byłoby mi trudno się kontrolować, ale sądzę, że prędzej czy później bym się tego nauczyła. Znalazłabym swoje stado, odnalazłabym się w nowej rzeczywistości... Poza tym wilkołaki mają tyle fajnych zdolności! Swoją szybkość, sprawność fizyczną i inne pozytywne cechy związane z byciem tą nadprzyrodzoną istotą mogłabym wykorzystać do jakichś dobroczynnych celów, na przykład do pomagania innym ludziom. A wtedy stałabym się wilkołakiem-superbohaterem."



"W serialu nie brakuje nadnaturalnych stworzeń. Wilkołki,Kitsune, Druidzi.. Ale gdybym miała wybrać,wskazałabym na Banshee. Z jednej strony wizje i słyszenie głosów w głosie mogłoby mnie przerażać - ale z drugiej, jako Banshee mogłabym zrobić wiele dobrego. I dlatego wybieram ten gatunek."


"To jest akurat najprostsze, oczywiście, że wilkołakiem. Kto by nie chciał radośnie uciekać nocą w lesie przed łowcami? A tak naprawdę to już po obejrzeniu mojego pierwszego filmu z wilkołakami polubiłam je. W końcu kto podskoczy osobie z długimi kłami i ostrymi jak brzytwa pazurami. Zawsze jeszcze pozostaje radosne hasanie nocą po lesie i możliwość zastraszania swoim rykiem wszystkich leśnych zwierząt."

- Martyna

"To naprawdę bardzo trudne pytanie. Czasem tak mam, że gdy oglądam jakiś serial, myślę nad tym kogo mogłabym zagrać. I zawsze, gdy oglądam Teen Wolfa wyobrażałam sobie siebie jako wilkołaka. Ale bardzo chciałabym być też Nogitsune, ponieważ była to jedna z najciekawszych istot nadprzyrodzonych . Walka z nim była prowadzona na zupełnie innej przestrzeni. Tutaj nie liczyła się siła tylko umysł."


"Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Odkąd zaczęłam oglądać Teen Wolf poznałam wiele nadprzyrodzonych postaci, a o niektórych z nich wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Jeżeli miałabym być jakąś nadnaturalną postacią, to chciałabym mieć w sobie najgorsze geny. Lubię czarne charaktery, więc mój wybór padłby na Kitsune, a konkretniej na Nogitsune." 


Gdybym miała być jedną z nadnaturalnych istot z TW, to zdecydowanie wybrałabym Nogitsune. W pewnym sensie zżyłam się z tym potworem. Wiecie, bezduszna istota, która tylko niszczy i karmi się nienawiścią. Brzmi jak ja. Więc myślę, że nawet nie muszę mówić nic więcej. Jestem Nogitsune w 100% (i Derekiem). 

- Julia, czyli po raz już trzeci, ja. 

Bardzo dziękuję dziewczynom, że zgodziły się wziąć udział w tej małej akcji. Koniecznie wejdźcie na ich blogi! 
Miłego dnia :)

~ A. 

Dziękuję.

Drogie Bukowe!
Wczoraj był bardzo ważny dzień. Dwa lata temu powstałeś. No i w końcu, po prawie 9 miesiącach wrócił Teen Wolf, więc ten... Nie ważne, jak zwykle odbiegam od tematu. Miałeś urodziny! Istniejesz już w Internetach dwa lata. Borze i lesie, jak to szybko minęło.

Wszystko zaczęło się w gimnazjum. Nigdy nie byłam fanem czytania. Dopiero w wieku 13 lat przeczytałam z własnej woli książkę dłuższą niż 100 stron. Jak dobrze wiesz, były to Igrzyska Śmierci. To właśnie dzięki książkom poznałam moje najlepsze na tym chorym świecie przyjaciółki. To właśnie dzięki książkom powstałeś Ty (no i dzięki Abigail, ale o tym zaraz).

Pamiętam jak 24 miesiące temu obejrzałam przypadkowy filmik Abigail z Wyznań Książkoholiczki. Potem przeczytałam jej bloga. Strasznie zafascynowało mnie to, że ktoś pisze o książkach. Nie mogłam nadziwić się, iż istnieje coś takiego jak blog recenzencki. Serio, miałam 14 lat i pierwszy raz w życiu natknęłam się na recenzję. I od tamtego dnia nie wystarczyło mi już czytanie książek. Chciałam zacząć o nich pisać.

Następne dwa dni były istnym chaosem. Cały weekend spędziłam zamknięta w pokoju próbując Cię stworzyć, żebyś był taki jak chciałam. Najgorsze było wymyślenie nazwy. Miałam tyle pomysłów...Niestety, żaden nie wydawał mi się właściwy. Dopiero później znalazłam genialną, kreatywną nazwę, której żaden blog nigdy nie miał - Zaczytana. Dobre, co nie? Pamiętasz ten ohydny, kolorowy nagłówek, który uznałam za dzieło sztuki? Ja też. Nadal czasami widuję go w koszmarach. Jak go zrobiłam, byłam z siebie tak cholernie dumna.



Powiedzmy sobie szczerze, moje recenzje były do dupy. I pewnie nadal są, ale ktoś to czyta, prawda? Więc chyba nie jest aż tak źle. Z naciskiem na chyba. Jednak pisałam je mimo wszystko. Sprawiało mi to ogromną radość. Po raz pierwszy w życiu poczułam, że robię to, co powinnam. I to było wspaniałe uczucie. Znalazłam swoje miejsce, na które wpływ miałam tylko i wyłącznie ja.

Najpierw zobaczyła Cię moja mama. Chyba jej się podobało, że zaczęłam robić coś ze swoim życiem. Po dwóch miesiącach pokazałam Cię Natalii. Jej chyba też się spodobałeś. Ogólnie nie chciałam, żeby ktoś o Tobie wiedział. Bałam się, że zostanę wyśmiana. Jednak w końcu się przemogłam i na lekcji informatyki pokazałam Cię moim ówczesnym koleżanką. I miałam rację: zostałam wyśmiana. Nigdy w życiu nie czułam się tak upokorzona jak tamtego dnia. Czytały moje recenzje, pytały się czy to tak na serio. Jedna nawet powiedziała, że i tak nic z tego nie wyjdzie oraz dlaczego męczę biednych ludzi w Internecie swoimi wypocinami. Po powrocie do domu, zmieniłam wszystko. Żeby tylko już Cię nie znalazły. Było mi wstyd za nie. A właściwie tylko za tę jedną sukę, do której nadal mam uraz.

Po kolejnych dwóch miesiącach uznałam, że mogę zaufać Natalii i znowu wysłałam jej linka. I chyba znowu jej się podobało. Martynie pokazałam Cię dopiero, gdy odniosłam pewnego rodzaju sukces - zawarłam pierwszą, oficjalną współpracę recenzencką z wydawnictwem, czyli po mniej więcej 6 miesiącach Twojego istnienia. 

Nigdy nie wiedziałam o co chodzi z tymi całymi współpracami recenzenckimi. Kiedy zaczęłam śledzić kilka większych blogów, nie raz widziałam zdanie w stylu "Za książkę dziękuję wydawnictwu takiemu i takiemu", ale nie zwracałam na to większej uwagi.
Pierwszy egzemplarz recenzencki przysłało mi Wydawnictwo Jaguar i była to Akademia dobra i zła. Nadal pamiętam jak bardzo była podekscytowana, że dostałam darmową książkę. I szczerze mówiąc, to po dwóch latach nadal reaguję tak samo na każdy egzemplarz do recenzji. No ale znowu odbiegam od tematu. Akademia dobra i zła to pierwsza książka od wydawnictwa.
Jednak pierwszym wydawnictwem, z którym zawarłam współpracę, było wydawnictwo Albatros. Przysłali mi propozycję zrecenzowania książki Starter Lissy Price. Dwa razy pytałam biedną Panią z wydawnictwa czy na pewno wysłała maila do odpowiedniej osoby (tak, do odpowiedniej). Kiedy powieść do mnie przyszła, próbowałam zachować spokój. Naprawdę się starałam. Ale moja mama była tak podekscytowana i nakręcona, że nie potrafiłam się powstrzymać i obie krzyczałyśmy na cały dom. Ulicę. Osiedle.

W ciągu następnych paru miesięcy działo się wiele. W maju zawarłam współpracę z Wydawnictwem SQN oraz Feerią. W lipcu spełnił się mój sen i do grona swoich recenzentów przyjęło mnie Wydawnictwo Otwarte. W sierpniu zawarłam współpracę z IUVI, a we wrześniu z Bukowym Lasem. W listopadzie przyjęło mnie Wydawnictwo Media Rodzina oraz MAG. W styczniu 2016 roku zawarłam współpracę z Grupą Wydawniczą Foksal, Wydawnictwem Akurat oraz Muza. W kwietniu dołączyłam do grona recenzentów HarperCollins, a w sierpniu pod swoje skrzydła przyjęła mnie Księgarnia Internetowa Love Book oraz Księgarnia Mega Książki.

Jak widzisz, trochę tego jest. Wspólnymi siłami dokonaliśmy czegoś, co na początku wydawało mi się tak cholernie nierealne. Dlatego w tym długim liście, pragnę Ci podziękować. Za wszystkie piątkowe wieczory, gdy pisałam recenzje na następny tydzień. Za wszystkie chwile, w których podnosiłeś mnie na duchu. Nie raz chciałam się poddać, wykręcić brakiem czasu. Ale nie potrafiłam. Pisanie stało się dla mnie oddycham i każdego dnia, kiedy nie mam czasu do Ciebie zaglądnąć, boli mnie serce. Naprawdę.
W ciągu tych dwóch lat moje życie zmieniło się o 180 stopni. Dzięki Tobie poznałam wielu cudownych ludzi, z którymi niestety nie udało mi się spotkać na tego rocznych targach, ale na następnych na pewno już będę (pozdrawiam wszystkich z Pogaduch <3).

Dziękuję, że jesteś. Mam nadzieję, że będziesz jeszcze długi czas.
Julia

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiaj mamy 17 listopada 2016 roku. Blog powstał 16 listopada 2014 roku, jednak z powodu małych przeszkód związanych z brakiem Internetu, post pojawia się dzisiaj. Jednak nie znaczy to, że zapomniałam, co to to nie. 

Dziękuję Wam czytelnicy za to, że jesteście. Bez Was to nie byłyby te same Bukowe. Cieszę się z każdego Waszego komentarza, uwagi na temat posta. I mam nadzieję, że moje emocjonalne podejście do seriali nie przeszkadza Wam aż tak bardzo.
Poza tym, mały konkurs urodzinowy pojawi się już jutro lub w sobotę. Mam nadzieję, że nagrody Wam się spodobają :) 
Minęły dwa lata, w ciągu których działo się bardzo dużo. Egzaminy, nowa szkoła, spontaniczny wyjazd na targi książki, spotkanie z Roth, Flanaganem i Ćwiekiem. 
Duuuuuuuuuuuużo. 

~ A. 


Ludzie a Teen Wolf cz. 2

Mamy wtorek! Dzień święty dla fanów TW. Dzisiaj jest ten dzień. Po wielu miesiącach katuszy wraca jeden z moich ulubionych seriali. Dzisiaj blogerki i Martyna, odpowiedzą na kolejne pytanie. A jakie? Zaraz się przekonacie. Enjoy.

"Którą postać najbardziej przypominasz?"

"Myślę, że najbardziej utożsamiam się z Lydią oraz Stiles'em. Nie mogę do końca stwierdzić dlaczego, ale po prostu podczas oglądania, wielokrotnie wiedziałam jak się czują. Te postacie są mi bardzo bliskie i chociaż może zabrzmi to dziwnie - czuję z nimi więź"


"Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ale wydaje mi się, że będzie to chyba Stiles. W piątym sezonie urzekł mnie tym, że tak bardzo mu zależy na przyjaźni i bał się rozpoczęcia nowego rozdziału swojego życia, bo to mogłoby oznaczać, że jego paczka się rozpadanie. Ja niedawno byłam dokładnie w takiej samej sytuacji, ponieważ rozpoczęłam studia i musiałam wyprowadzić się do odległego o 200 km miasta i już nie widuję się tak często z moim przyjaciółmi. Stiles dla przyjaciół zrobiłby wszystko tak samo jak ja, więc myślę, że mogę stwierdzić, że to właśnie z nim się utożsamiam."


"Nie utożsamiam się całkowicie z żadną z postaci z Teen Wolf, ale myślę, że mogłabym sobie przypisać pojedyncze cechy poszczególnych bohaterów. Myślę, że jedną z takich postaci jest Stiles. Jest oddanym przyjacielem, lecz jednocześnie pozostaje nieufny w stosunku do obcych. Najpierw sam stara się rozwiązać problemy, a w ostateczności prosi o pomoc. Mam podobnie."


"Zawsze z tym zagadnieniem mam problem, gdyż nigdzie nie spotkałam równie pokręconej jak ja postaci. Musi być wredna, czasami pomocna i opowiadającą suchary. Niestety takiej nie ma, więc zostaje mi Malia. Zagubiona, często nie wie co się dzieje i nie lubi matmy, o tak, to na pewno ja."

- Martyna

"Troszkę myślałam nad tym pytaniem, bo na początku nic nie przychodziło mi do głowy, ale wreszcie mnie olśniło i uznałam, że najbardziej utożsamiam się z Kirą. Bardzo lubię tę postać i myślę, że pod względem charakteru jesteśmy do siebie podobne. Kira na początku była nieśmiałą szarą myszką, ale kiedy przyszło co do czego, pokazała, na co ją stać. Ja z natury również jestem nieśmiała, ale wbrew pozorom, czasami potrafię bardziej otworzyć się na ludzi i pokazać, w czym potrafię być dobra."


Kogo przypominam? Dereka. Od samego początku właśnie z tym bohaterem utożsamiłam się najbardziej. Jasne, jestem sarkastyczna jak Stiles czy delikatnie arogancka jak Lydia, ale Derek to ja w 100%. Z zasady jestem zamknięta w sobie, nie lubię pokazywać "prawdziwej siebie" ludziom, bo w życiu zdarzyło mi się kilka nieprzyjemnych sytuacji. Nie ufam ludziom. Muszę dokładnie poznać osobę, a nawet wtedy nie jestem w stanie zaufać jej całkowicie. Znalazłam ostatnio cytat, który oddaje moją osobowość: "I laugh with many but trust any". Może to przykre, może nie - who cares. 

- Julia, czyli znowu ja. 

Ludzie a Teen Wolf cz.1

Jak wszyscy tu zebrani dobrze wiedzą, kocham serial Teen Wolf. Na blogu pojawiło się już sześć postów ściśle związanych z Nastoletnim wilkołakiem. Jako, że jutro w Stanach jest premiera szóstego i zarazem ostatniego sezonu, zadałam kilku osobom pytania na temat tego jakże cudownego serialu. Dlatego od dzisiaj (poniedziałku) do czwartku (bez środy, bo środa to wyjątkowy dzień) pojawi się post z tej krótkiej serii. 

"Który sezon jest Twoim ulubionym?"

"Zdecydowanie był to sezon 3b. Dlatego, że był on chyba najbardziej dopracowany ze wszystkich sezonów i skupiał się on na Stilesie, który jest moim ulubionym bohaterem. W 3b możemy zobaczyć go z zupełnie innej strony i Dylan, który odgrywa rolę Stilesa wykonał kawał świetnej roboty. I ten sezon zawiera też kilka fajnych smaczków jak np. Motel California, który był niezwykle klimatycznym odcinkiem."


"Moim zdaniem trudno jest wybrać jeden sezon, który jest tym ulubionym. Każdy z nich ma inną problematykę, a co za tym idzie również i innego antagoniste. Jednak muszę wybrać jeden i będzie to chyba sezon 1, który rozpoczyna cały serial. "

- Martyna

"Pewnie zaskakującej odpowiedzi nie udzielę, jeżeli powiem, że moim ulubionym jest sezon 3B. Był najbardziej wciągający i interesujący. Postać Stilesa wzbudziła moje zainteresowanie w pierwszym sezonie, więc z przyjemnością śledziłam jego historię. I właśnie w sezonie 3B to dostałam. Jest bardzo mroczny, tajemniczy, a jednocześnie różni się od dwóch poprzednich sezonów. Choć myślę, że sezon 5 też był naprawdę mocny i zapewnił widzom mnóstwo emocji."


"Mój ulubiony sezon to zdecydowanie sezon 3, a chyba najbardziej jego druga połowa. W pierwszej części tego sezonu zainteresowało mnie to stado alf i nowe postacie, które się pojawiły, natomiast w 3B bardzo, ale to bardzo spodobał mi się wątek z Nogitsune i ogólny mroczny klimat odcinków. Właściwie ten sezon jest jak dotychczas najmroczniejszy ze wszystkich, dość przygnębiający i smutny, ale taka atmosfera dobrze wpasowuje się w mój gust. I coś czuję, że nadchodzący sezon 6 również będzie nieco nastrojem przypominał 3B."


"Moim ulubionym sezonem jest definitywnie 3B. Uwielbiam Dylan'a O'Brien'a jako aktora, a jego kreacja w 3B była na mistrzowskim poziomie."


Powiedziałabym, że moim ulubionym sezonem jest sezon 3. Ze względu na mroczny klimat. Ze względu na wydarzenia, które dostarczały mi tyle adrenaliny co praca klasowa z biologii. Ze względu na niesamowitą kreację bohaterów, których losy śledziłam z zapartym tchem. Ze względu na łzy, które wylałam odcinkach 6 i 23. Ale tego nie powiem, bo jak widzicie, musiałabym powtarzać odpowiedzi dziewczyn wyżej, a tego nie chcemy, prawda?
Dlatego tym razem powiem, że moim ulubionym sezonem jest sezon 4. Bo Derek. Jest moim ulubionym bohaterem i...no błagam Was, spójrzcie na Tylera. A 4. sezon jest o nim. Chociaż jednocześnie nienawidzę tego sezonu, bo po nim Derek odchodzi z serialu i następują "czarne odcinki", czyli po prostu beznadziejny 5. sezon. I taki mały update po recenzji tego sezonu...nadal nie dokończyłam ostatniego odcinka, więc nie wiem co się działo po tym jak Derek wszedł do samochodu i pojechał...gdzieś. 

- Julia, czyli po prostu ja. 

~ A.

Jak przeżyć i nie zwariować



Jesień to pora roku przeze mnie szczerze nienawidzona. W przeciwieństwie do innych, nie widzę nic pięknego we wszędzie walających się liściach. Po pierwsze, liście są agresywne oraz można się przez nie przewrócić. Po drugie - trzeba porzucić letnie ciuszki i codziennie rano zamieniać się w wielkie burrito smutku. No ale przecież nie ma pogody idealnej. W lato za ciepło, w zimę za zimno i tak dalej. Dzisiaj jednak postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na przetrwanie jesieni. Nie będą one może jakoś bardzo odkrywcze, bo pewnie część z Was także z nich korzysta, ale who cares. 


1. Świeczki, lampki i inne pierdoły.

Osobiście uwielbiam lampki choinkowe. Świeczki również, ale lampki to moim zdaniem jeden z najlepszych wynalazków ludzkości (pff, po co ludziom jakieś tam koło skoro mogę mieć lampki). Dodają one takiej magicznej atmosfery pomieszczeniu, w którym je powiesimy. Ja swoje mam powieszone cały rok nad biblioteczką. W końcu nie wiadomo kiedy jesienna chandra zaatakuje.

Co do świeczek: je także uwielbiam. Miałam ich całkiem sporo, jednak moje ulubione to te z Ikei. Tak, z Ikei. Są tanie i nie pachną aż tak mocno jak - na przykład - świece od Yankee Candle, których zapach jest dla mnie zdecydowanie za mocny i wywołuje bóle głowy. Ale jak kto lubi.

2. Disney 
Urodziłam się w pokoleniu Disney'a i nadal kocham bajki tej wytwórni. W końcu nie można być za starym na Disney'a. To jest równie możliwe co ja rozumiejąca rozszerzoną chemię, czyli po prostu nie możliwe. Moimi ulubionymi bajkami zdecydowanie są: Król Lew, Mój brat niedźwiedź, Gdzie jest Nemo?, Kubuś Puchatek. Oczywiście nie zamykajmy się tylko na Disney'a. DreamWorks także ma genialne filmy takie jak znany wszystkim Shrek czy Madagaskar. 


3. Seriale

Ukochany serial może zdziałać więcej niż...coś. Nie wiem co. To zależy od prywatnych preferencji człowieka. Ja na przykład w piątki, soboty i niedziele robię sobie mini maratony serialowe. Aktualnie od nowa oglądam American Horror Story (moja opinia o serialu TU), a jak tylko skończę Coven to mam zamiar dokończyć pierwszy sezon Scream Queens. A wiecie co zaczyna się za kilka dni...? Mój ukochany Teen Wolf. Nareszcie!

4. Kawa (i jedzenie, ale kawa ważniejsza) 
Jedzenie jest jedną z najlepszych rzeczy na świecie. Szczególnie słodycze. Ja na przykład bardzo lubię żelki misie od Haribo. Ale nie, nie mam ogromnej potrzeby jedzenia ich tonami codziennie każdego dnia mojego życia. Po prostu je lubię. Inna sprawa jest z kawą. Otwarcie mówię, że jestem uzależniona od kawy. Dzień bez kawy to dzień stracony.
Jeśli wróciliście po ciężkim dniu ze szkoły, pracy bądź uczelni, a po drodze zostaliście zaatakowani przez wszechobecne liście i typową dla jesieni mżawkę, to polecam zrobić sobie coś dobrego do jedzenia oraz picia, a następnie włączyć ulubiony serial/film. Bo kto Nam zabroni odrobiny przyjemności?

5. Muzyczka
Muzyka to coś co kocham bardzo. Moimi ulubionymi zespołami są Nirvana, Twenty One Pilots, Imagine Dragons, The Neighbourhood, My Chemical Romance. 
Jesienią i zimą słucham muzyki zdecydowanie częściej niż w inne pory roku. Zawsze tak było i jakoś nie widzę zmian w najbliższym czasie. 

Więc tak, wydaje mi się, że to dzięki tym rzeczom jeszcze żyję. Oczywiście, książek nie wymieniam, bo chyba każdy z Was dobrze o nich wie. 
Jakie są Wasze sposoby, by przeżyć? 

~ A.