Favs of 2015


Ave! Dzisiaj przyszła pora na pokazanie kilku rzeczy (lub nie rzeczy), które pokochałam w 2015 roku. Wiem, minęło prawie pół stycznia, ale co z tego. Favs z grudnia także się pojawią, jednak...później. No więc, zapraszam. 



2015 był rokiem naprawdę dobrym pod względem podróży. Jednak najważniejsza z nich miała miejsce w kwietniu. Byłam wtedy po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni we Włoszech na wymianie. Tak, na wymianie. Mówiłam głównie po angielsku, kilka razy zdarzało mi się powiedzieć do moich znajomych w tym języku. Nawet w pewnym momencie zaczęłam myśleć po angielsku. Straszne nie? Było cudownie, a w tym roku moja włoska koleżanka przyjeżdża do mnie (dwa dni po egzaminach na szczęście). 
Poza tym wraz z moimi dwoma przyjaciółkami pojechałam na nasze pierwsze Targi do Warszawy, a na przełomie czerwca i lipca razem z Eleonorą (nie, to nie jej imię) byłam w Gdańsku. A, no i w grudniu byłam razem z Löwen (to także nie jest imię) na spotkaniu z Roth. 


W tym roku znalazłam serial tak świetny, że nie jestem w stanie go opisać. Nie mam słów. Razem z Pretty Little Liars jest moim ulubionym serialem. Mówię o niczym innym jak o Once Upon a Time. Ja rozumiem, jest wiele dobrych seriali, na przykład Scream Queens, jednak OUAT jest po prostu... magiczny. Inny. Jak nie oglądacie to zachęcam, bo jest fenomenalny. 
Drugim serialem, który zniszczył mnie doszczętnie jest nic innego jak Pretty Little Liars. Marlen King rozwaliła system i to w taki sposób, że na początku nie wiedziałam co się dzieje. Serio.Każdy kto ogląda wie o co chodzi, a dla osób nie oglądających, mówię o A. 


W listopadowych Favs mówiłam o Kosogłosie. Teraz też powiem, ponieważ był on zdecydowanie najlepszym filmem roku. Uwielbiam Igrzyska Śmierci oraz wszystko co z nimi związane. Druga część Kosogłosa po prostu zniszczyła wszystko. Wszystko. Film bardzo przypomina mi pierwsza część, czyli Igrzyska Śmierci. Znajdziemy tu równie dużo śmierci, wzruszających scen. Jednak jednocześnie różnią się od siebie. Nie umiem tego wytłumaczyć. 


Ostatnim ulubieńcem jest blog. W listopadzie minął rok odkąd go założyłam co było dla mnie ważne. Powiedzmy sobie szczerze, jest do miejsce, w którym mogę się...wyżyć (?). Nie wiem co więcej pisać, uważam, że osiągnęłam spory sukces w ciągu tych 13 miesięcy. 

~ A.

5 komentarzy:

  1. Ja uważam Screem Queens za totalny gniot. A najbardziej to, że zamiast się ratować Czanel namner nevermajd pisała na portalu społecznościowym o pomoc- to mnie przeraziło. Za dużo tego absurdu według mnie. Może chcieli ukazać "dzisiejszą młodzież" ale ja nie potrafię oglądać takich głupotek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację - Scream Queens jest totalnym gniotem, ale czasami potrzebuję czegoś takiego, żeby się pośmiać i odstresować. A sytuacja z postem mnie też rozwaliła :D Poza tym od czasu do czasu nie zaszkodzi obejrzeć czegoś na "odmóżdżenie", a ten serial nadaje się idealnie.

      Usuń
  2. Ale zazdroszczę wymiany! Dla mnie 2015 był rokiem podróży ;) Absolutnie kocham podróżować♥ Seriali żadnych nie oglądam, ale może zacznę. Kosogłosa nie widziałam i się nie wybieram. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów na blogu. Całusy :*

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja przyjaciółka zachwyca się serialem OUAT i chyba muszę zacząć oglądać go razem z nią. :D
    czasdlaksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że filmy o Igrzyskach Śmierci są najlepsze :D.
    Pozdrawiam. ~ Julka ☺ ~
    http://odkawywoleksiazke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń