#174 Amber


Tytuł oryginalny: Amber to Ashes
Autor: Gail McHugh
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 591
Książek w serii: Jedna (jak na razie)
Cena z okładki: 39.49 zł
Ocena: 4/10

Życie Amber Moretti zmienia się nie do poznania. Osierocona outsiderka, która przez całe życie zmagała się z koszmarami dzieciństwa, pragnie za wszelką cenę rozpocząć nowe życie jako studentka. Kiedy pojawia się na uniwersytecie po raz pierwszy, spotyka dwóch mężczyzn, najlepszych przyjaciół, którzy wnoszą do jej mrocznej egzystencji kolor, świeży powiew powietrza i światło.
Brock Cunningham jest uroczym, zielonookim uwodzicielem-gentlemanem, Amber nie może się oprzeć jego urokowi. Wkrótce ten intrygujący mężczyzna zaczyna wypełniać cały jej świat, każdą myśl i każdy oddech. Ryder Ashcroft – niebieskooki wytatuowany „zły chłopak”, natychmiast zniechęca ją do siebie, kiedy jednak udaje mu się ją pocałować, natychmiast kradnie część jej serca, duszy i umysłu. Ku swojemu ogromnemu zdumieniu i przerażeniu, Amber zakochuje się w nich obu. A potem następuje coś, co zmienia wszystko, i Amber nie wie, czy kiedykolwiek uda jej się powrócić do normalnego życia.

O autorce słyszałam już nie raz. Kilka razy przeglądając różne blogi rzuciły mi się w oczy recenzje wychwalające Collide i Pulse, inne książki tej autorki. Niestety, mnie historia, która wyszła spod pióra pani McHugh w żadnym stopniu nie ujęła. Tak jak pewnie kilka innych osób, dałam złapać się na wspaniałe opinie o książce na pierwszej stronie. Szkoda tylko, że nikt mnie nie ostrzegł, iż to nie romans tylko erotyk.

Książka opowiada o Amber, dziewczynie skrzywdzonej przez życie. Kiedy poznaje Rydera i Brocka, dwóch najlepszych przyjaciół, którzy momentalnie zdobywają jej serce, dziewczyna nagle rozkwita. Zaczynając Amber byłam pewna, że będzie to romans. A co otrzymałam? Książkę, której 3/4 są to sceny perswazyjnego i wymyślnego seksu. 

Styl pisania autorki jest po prostu...zły. Szczególnie denerwowało mnie używanie zwrotów zaczerpniętych ze slangu typu: "Idę się wyszczać". Nienawidzę takiego języka w książkach. Żadnych. Przez takie teksty mam ochotę odłożyć czytaną pozycję i nigdy do niej nie wracać. 

Bohaterowie są słabo wykreowani. Przewidywalni wręcz nudni. Główna bohaterka próbując zacząć od nowa, rozpoczyna swoja naukę na uniwersytecie. Oczywiście poznaje tam wspaniałych dwóch facetów, których kocha i, bez których nie może żyć. Kij prawda. Gdyby kochała jednego, nie zakochałaby się w drugim. 
Rydera i Brocka nie polubiłam, nie lubię i nie polubię. Niby tacy idealni, wspaniali, przystojni. Kij prawda #2. Brock jest tylko zepsutym chłoptasiem, którego nikt nie kocha. Rozumiem tragedię, która go dotknęła i osobiście uważam, że to wszystko jest jego winą. Przez ani jedną chwilę nie było mi gościa żal. Raczej współczułam jego rodzicom. A główna bohaterka? Nieszczęśliwa dziewczyna, uzależniona od seksu. Do tego zachowująca żałosne pozory bycia grzeczną uczennicą i córką. 

Zakończenie tej książki niezbyt mnie zdziwiło. Jestem załamana poziomem tej książki. I to na tyle mocno, by skreślić tę autorkę na zawsze. Nie ma szans, żebym w najbliższym czasie przeczytała coś co zostało napisane przez panią McHugh. Książkę odradzam każdemu kogo sceny erotyczne obrzydzają, bo jest ich tutaj multum.

~ A.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.

3 komentarze:

  1. Byłam ciekawa tej książki, jednak po twojej recenzji wiem, że po nią nie sięgnę... Jestem pewna, że nie przypadłaby mi do gustu.

    czasdlaksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi osobiście Collide się podobało, choć Pulse jeszcze nie przeczytałam. Ale to już kolejna recenzja negatywna na temat tej książki, która coraz bardziej oddala mnie od chęci przeczytania. Jedni wychwalają, ale może jednak nie warto?
    Pozdrawiam serdecznie :)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O, Twoje załamanie mnie cieszy bo to oznacza, że dobrze czułam nie sięgając po nią :)

    OdpowiedzUsuń