The 100 - sezon 2

Moi drodzy, jak pewnie niektórzy zauważyli niedawno na blogu pojawił się post o mojej nowej miłości, The 100. Serial jest świetny, dlatego jeśli jeszcze go nie oglądacie to serdecznie polecam. The 100 jest to ekranizacja książki autorstwa Kass Morgan, Misji 100. Jednak od razu uprzedzam, serial i książka to dwie zupełnie inne rzeczy.

Opis ogólny serialu: Minęło 97 lat od wojny nuklearnej, która zniszczyła Ziemię. Przeżyli tylko ludzie 12 stacji, którzy uciekli w kosmos. Życie na "Arce" jest bardzo trudne. Panują tam surowe zasady. Za każde przestępstwo jest kara śmierci, chyba że jest się niepełnoletnim. Jednak po wielu latach na "Arce" zaczyna brakować zasobów takich jak tlen, więc w akcie desperacji władze statku postanawiają wysłać setkę nastoletnich przestępców na Ziemię. To oni są jedyną nadzieją dla ludzkości. By przetrwać, muszą połączyć siły  i stawić czoło przerażającym sekretom Ziemi. 

Spoilery, spoilery, spoilery! Każdego kto nie ogląda The 100 ostrzegam - w dalszej części postu będą liczne spoilery dotyczące wydarzeń z drugiego sezonu.



Ostatni odcinek pierwszego sezonu zakończył się w najgorszym możliwym momencie. Clarke trafiła do Mouth Weather. Z pozoru było to bezpieczne miejsce, gdzie serwują pyszne ciasta. Jednak wszystko ma swoją drugą, znacznie gorszą, stronę. Mieszkańcy MW są zagrożeni promieniowaniem przez co nie mogą żyć na powierzchni Ziemi. Szczerze mówiąc, fakt, że Pinky i Brain (Cage Wallace i ta chora pani doktor) chcą zrobić duuużą krzywdę ludziom z nieba, nie zaskoczył mnie w żadnym stopniu. W końcu ci ludzie spędzili w bunkrze 97 lat, ktoś w końcu musiał oszaleć.

W tym sezonie widać dużą zmianę w Clarke, a właściwie w każdym z bohaterów. Nasza grzeczna księżniczka zmieniła się w złą królową. Wyłączyła uczucia (istnieje taki zwrot?). Jednak ta zmiana zaszła w niej dopiero po zabiciu Finna. Tak. Finn. Nie. Żyje. Moment gdy Clarke go zabijała był...bolesny. Jednak moim zdaniem to co zrobiła było dobre. Przynajmniej nie cierpiał aż tak bardzo.
Bellamy przestał być takim dupkiem. Szkoda, bo chyba wolałam wersję Jestem-boski-mam-wszystko-w-dupie. Ale mimo to, był strasznie uroczy... No guuuys...płaczący Bellamy wygląda jak mały szczeniaczek.

Okey, Clarke w tym sezonie zachowywała się jak... (tu powinno być brzydkie słowo, ale nie wypada
używać takich w poście). Kto ma wyobraźnię, ten sobie dopowie! Najpierw mówi Blake'owi, że nie może go stracić, a potem wysyła go na misję samobójczą. To się nazywa opiekuńczość! A wszystko przez Lexę i jej tekst: "Miłość jest słabością". Wal się Heda!

Najgorszą rzeczą, która wydarzyła się w tym sezonie to zdrada Lexy. Kiedy zawarła układ z Cage'm, na mocy którego jej ludzi zostali uwolnieni, myślałam, że dostanę zawału. Zostawiła Clarke samą, ale mimo to dziewczyna nie poddała się. Uratowała swoich, jednak za jaką cenę? Musiała zabić setki niewinnych ludzi, w tym Mayę.


Momentem, który jednak całkowicie mnie złamał była ostatni scena w odcinku Blood must have blood p.2. Jako 100-procentowa zwolenniczka #Bellarke miałam ochotę krzyczeć, bić, szarpać... Jak Clarke mogła zostawić Bell'a?! Moje zatwardziałe serce prawie pękło na milion kawałeczków. "May we meet again".



Sezon 2 na początku był trochę nudny, ale potem rozkręcił się na całego. Rothenberg, bracie, gratuluję wspaniałej roboty. Nienawidzę cię. Tak więc, teraz tylko został mi 3 sezon...super. Jednak jako, że obiecałam sobie, iż wszelkie seriale obejrzę dopiero po egzaminach, to mam do nadrobienia 8 odcinków. A żeby umilić sobie ten jakże długi okres czasu uzależniłam się od oglądania cracków na podstawie The 100. 
Moje ulubione:




~ A. 

3 komentarze:

  1. Crack nonsense - mój ulubiony :) Serial oglądam nałogowo i obawiam się, że kiedyś dostanę zawału; twórcy nie oszczędzają widzów i z odcinka na odcinek przesuwają granicę. Aż się boję, co im jeszcze przyjdzie do głowy.

    OdpowiedzUsuń