#180 Pieśń Shannary


Tytuł oryginalny: The Wishsong of Shannara
Autor: Terry Brooks
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 464
Książek w serii: Trzy
Cena z okładki: 44.90 zł
Ocena: 5/10

Pradawne zło odradza się w nowej postaci, poprzysięgając zemstę na wszystkim, co żyje. 

Druid Allanon wyrusza w niebezpieczną podróż, w której stawką jest istnienie całego świata. Z pomocą przychodzi mu jedyna spadkobierczyni magii elfów, władająca niezwykłą mocą pieśni, Brin Ohmsford. 
Lecz przepowiedziano im zagładę. Zło bowiem knuje, aby związać Brin z losem straszniejszym niż śmierć... 

O Kronikach Shannary usłyszałam jakiś czas temu, kiedy powstał serial. Moja przyjaciółka zaczęła go oglądać i ja też miałam taki zamiar, ale jakoś nigdy nie mam z nim po drodze. A potem dowiedziałam, że istnieje książka, więc oczywiście wolałam zacząć od pierwotnej wersji. 

Zaczynając tę powieść oczekiwałam czego zupełnie innego. Tymczasem otrzymałam książkę bardzo podobną, a momentami identyczną do Hobbita oraz Władcy Pierścieni. Niektóre nazwy miejsc, istot były zbliżone do tych wykreowanych przez znanego wszystkim Tolkiena. Poza tym, sam zamysł wyprawy, w której biorą udział wojownicy i...mały chłopiec nie mający pojęcia o walce, ale który jest niezbędnym elementem podróży. Takim - wydaje mi się - najbardziej rzucającym się w oczy podobieństwem jest Allanon. Druid o potężnej mocy, który znika kiedy mu się podoba. Czy to nie brzmi znajomo? Dla niektórych to może być żadna przeszkoda, no bo trudno w obecnych czasach napisać książkę jakiej jeszcze nie było, jednak mi osobiście te podobieństwa utrudniały czytanie. 

Książkę czytałam bardzo długo, bo ponad dwa tygodnie. Język w tej powieści jest trudny i skomplikowany. Musiałam się naprawdę mocno skupić (co nie zawsze było łatwe), żeby zrozumieć co czytam. Ale i tak kilka razy cofałam się o stronę czy dwie, ponieważ nie miałam zielonego pojęcia o czym rozmawiają bohaterowie. 

Niby głównym wątkiem powieści miała być podróż Brin, Allanona i Rone. Tak naprawdę autor więcej czasu poświęcił na misję ratunkową młodszego brata Brin, Jaira, który chciał uratować siostrę przed przepowiedzianą jej zagładą. 

Bohaterowie są słabo wykreowani. Nie wiemy o nich za dużo poza podstawowymi informacjami. Poznajemy tylko zarysy postaci, jednak mimo to muszę przyznać, że chyba najbardziej polubiłam Jaira. Mimo że był młody, to wyruszył w niebezpieczną podróż, by uratować siostrę. 


Książka nie przypadła mi do gustu. Czytanie jej momentami było naprawdę wielką trudnością, ponieważ -najzwyczajniej w świecie - wynudziłam się przy niej. Nie wiem czy sięgnę po poprzednie tomu, bo Pieśń Shannary jest trzecim tomem w cyklu Miecz Shannary, jednak nie musicie czytać ich po kolei, gdyż każda książka to osobna historia. 

~ A. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

1 komentarz:

  1. Okładka nie zachęca, natomiast treść.. dość intrygująca, ale że podobna do Władcy Pierścieni? Hm, może to dobrze. Przeraża mnie jedynie trudny język, nie wiem czy jestem gotowa się z nią zmierzyć.

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń