#202 Królowa cieni


Tytuł oryginalny: Queen of Shadows
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros/Grupa Wydawnicza Foksal
Liczba stron: 848
Książek w serii: Sześć (chociaż podobno ma być jeszcze szósta część przygód Celaeny)
Cena z okładki: 49.99 zł
Ocena: 1/10 


"Jesteśmy dzikimi bestiami noszącymi ludzkie skóry."


Celaena Sardothien do tej pory traciła wszystkich, których kochała. Zamordowano jej rodziców, jej ukochany, Sam, także zginął w męczarniach. Jej przyjaciółka, Nehemia, poświęciła życie, by Celaena mogła odkryć swoje dziedzictwo i pójść za przeznaczeniem… Ale dość tego. Teraz, gdy okiełznała już swoją moc, nadszedł czas na zemstę. Dziewczyna znana do tej pory jako Zabójczyni Adarlanu zniknęła – narodziła się Aelin Ogniste Serce, królowa podbitego przez Adarlan Terrassenu.

Nadszedł czas walki o wszystko, co ważne. Aelin wraca do Adarlanu, by zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej bliskich, odzyskać tron i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali.

Przed nią zadanie prawie niemożliwe do wykonania. Jej przeciwnicy mają po swojej stronie mroczne siły, a Aelin w Adarlanie pozbawiona jest swojej magii, która pozwala jej władać ogniem. Może jednak liczyć na swoich towarzyszy – kuzyna Aediona, Chaola, Lysandrę i przede wszystkim na Rowana. Rowana – walecznego księcia-wojownika Fae, jej carranama, bratnią duszę – do którego zaczyna żywić coraz bardziej płomienne uczucia.

Osoby śledzące bloga wiedzą, że nie jestem zwolennikiem twórczości pani Maas. Dziedzictwo ognia, czyli trzecia część serii, była najgorszą książką przeczytaną przeze mnie w 2015. Właściwie, do maja byłam pewna, że nie sięgnę po Królową cieni. Dopiero po przeczytaniu genialnego Dworu cierni i róż zdecydowałam się na poznanie czwartego tomu historii Aelin.
Myślałam, iż po Dziedzictwie ognia gorzej już być nie może. Byłam 100% pewna, że Maas da rady zniszczyć jeszcze bardziej mojej opinii o Szklanym Tronie. Surprise, udało się się. 


"Minęło dziesięć lat, a oni znów usiedli przy jednym stole, już nie jako dzieci, ale władcy udzielnych państw. Minęło dziesięć lat, a oni byli przyjaciółmi, choć wrogie siły o mało ich nie zniszczyły."


Po przeczytaniu tej książki stwierdzam, że chciałabym zapomnieć o powieściach Sarah J. Maas. Są już przeszłością, do której nie chcę wracać. No, nie licząc TCoTaR, który był genialny i nie mogę doczekać się drugiej części. Męczyłam Królową Cieni ponad miesiąc. Straciłam na nią tyle czasu i nerwów, że nawet sobie tego nie wyobrażacie. I gdybym miała wydać na nią 50 zł to bym się chyba powiesiła. 
Szczerze mówiąc najbardziej w czwartym tomie zainteresowała mnie ostatnia strona. Dosłownie ostatnia. Ta gdzie znajdują się informacje o drukarni i papierze. 

Zanim jednak zaczniecie się rzucać, że nie rozumiem tej serii i tym podobne bzdury musicie wiedzieć, iż starałam się zrozumieć fenomen Szklanego Tronu (biorąc pod uwagę to, że moi znajomi blogerzy oraz moja przyjaciółka uwielbiają Maas i jej książki, więc musi coś w tym być). Przeczytałam wiele pochlebnych recenzji, ale tam gdzie inni widzieli zalety, ja dostrzegałam wady. 


"Nie możesz nas po prostu wyrzucić! Co my teraz poczniemy? Gdzie się udamy?
Słyszałam, że w piekle jest szczególnie ładnie o tej porze roku."


Fabuła książki jest po prostu zła. Tak samo jak sposób pisania Maas. Za dużo rutyny, za dużo wrednej suki Celaeny (starałam się znaleźć synonim tego słowa który byłby grzeczniejszy, ale tylko ono opisuje tę bohaterkę). Myślałam, że po TCoTaR gdzie autorka idealnie wyważyła ilość wydarzeń oraz opisów,coś się poprawi. A w życiu. Jest znacznie gorzej niż w poprzednich tomach. 

Jak już wspomniałam Celaena była straszna w tej części. Nie była pewna siebie tylko bezczelna. Bardzo denerwowało mnie to, że autorka kładła nacisk na perfekcję bohaterki. Wiedziała wszystko przed innymi, była najlepsza w walce. 
Sarah J. Maas sprawiła, że znienawidziłam nawet mojego ukochanego Aediona. Miałam ochotę go stłuc. Jedyną postacią, która nie działa mi na nerwy był Chaol co jest dość zabawne, biorąc pod uwagę fakt, że po tej części wiele osób go znielubiło. 


 "I tak oto świat się skończył.
Zaczynał się kolejny."


Tak oto kończy się moja przygoda (lub tortura) związana ze światem Adarlanu. Nie wrócę do tych książek, ponieważ ten tom utrzymał mnie w przekonaniu, że seria pani Maas nie jest dla mnie. Szkoda, bo dwie pierwsze części naprawdę mi się podobały.  

~ A. 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

6 komentarzy:

  1. O rany, jesteś chyba pierwszą osobą, która ta negatywnie odbiera twórczość Maas :) Znaczy pewnie jest więcej takich osób, ale nie spotkałam się z tym do tej pory ;) Na pewno nie aż w takim stopniu. Ja osobiście uwielbiam jej książki.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest niewiele osób, które nie lubią twórczości Maas. Na początku jej książki bardzo mi się podobały, ale po trzeciej części Szklanego Tronu coś przestało mi pasować.

      Usuń
  2. Od dwóch tygodni męczę się z "Dziedzictwem ognia", a jestem dopiero w połowie. Dwa wcześniejsze tomy pokochałam, ale kontynuacja jest zwyczajnie nuda. Nie wiem, czy sięgnę po czwarty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo długo męczyłam Dziedzictwo Ognia i byłam bardzo zawiedziona. Ale nie spodziewałam się, że czwarty tom będzie jeszcze gorszy. Jakby co to polecam Dwór cierni i róż - też autorstwa Maas ;)

      Usuń
  3. Pierwszy tom już za mną, dwa kolejne przede mną, a w czwarty się nawet nie zaopatrzyłam. Ale z tego co widzę.. cieniutko. :/ Sądziłam właśnie, że to "Królowa cieni" mnie zaskoczy najbardziej pozytywnie, chociaż i tak "Szklany tron" rozłożył na łopatki. Po Twojej recenzji (świetna!) będę ostrożniej wydzielać entuzjazm dla tej serii. :)

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tej tortury powtarzać nie zamierzam i czytać tego nie będę :)

    OdpowiedzUsuń