Pretty Little Liars - sezon 7A


Z Pretty Little Liars jestem związana. Zaczęłam oglądać ten serial w pierwszej klasie gimnazjum i po trzech latach nadal go kocham. Mimo że nie raz przeklinałam Marlene King i sezon 6 to dopiero teraz uświadomiłam sobie, że za kilka miesięcy wszystko się skończy. Nie będzie już tych przyprawiających o zawał zwrotów akcji, nie będzie wiadomości od A, nie będzie niecierpliwego oczekiwania na kolejny odcinek. 
Jak teraz tak na to patrzę to 2017 rok to będzie bardzo smutny okres czasu. Skończy się tyle moich i zapewne Waszych, ulubionych seriali. 
No dobra, ale to jeszcze nie jest koniec, dlatego dzisiaj zapraszam Was na recenzję sezonu 7A Pretty Little Liars. Enjoy your stay.

W poście znajdują się spoilery nie tylko do 7 sezonu, dlatego jeśli serialu nie oglądacie, a macie zamiar to obejrzeć - nie czytajcie. 

Szczerze mówiąc, na początku nie byłam przekonana do pomysłu z A.D. Było to trochę naciągane, ale po obejrzeniu sezonu 7A jestem zachwycona. I nie mogę przeżyć faktu, że to ostatni sezon Pretty Little Liars. Tak trudno jest mi się rozstać z tym serialem, że nawet sobie tego nie wyobrażacie. 

Zacznijmy od Arii. Zeszła się z Ezrą! Jej. Ja się bardzo cieszę, bo shipuję wszystkie kanoniczne pary w PLL. Jednak w wywiadzie Lucy Hale (Hale, Derek Hale...if you know what I mean) przyznała, że wolałaby, żeby Aria była z kimś innym niż Ezrą. Jednak Moim Drodzy, to jest PLL i jeśli myślicie, że wszystko będzie w porządku, to się mylicie. Narzeczona Ezry, Nicole, która była uważana za martwą, żyje. Dlaczego? DLACZEGO? A już myślałam, że chociaż Aria będzie miała dobre życie. Nope. 

Emily. Nigdy za nią nie przepadałam. Jednak w 7 sezonie rozwalała system, a Shay genialnie zagrała. Zauważyłam, że to Emily z wszystkich dziewczyn była w największej ilości związków. W 7A aż w dwóch. Z Sabriną oraz Paige. Chyba z Paige. No ale Emilson i tak wygrał więc jest dobrze. Mam szczerą nadzieję, że Emily będzie w końcu z Alison. 

Same Ali, same...
Skoro mowa o Alison...Jej mąż okazał się wariatem. Do tego wcale nie nazywał się Elliott, tylko Arthur i podszywał się pod Dr. Rollinsa, który zmarł. Ale jak już wspomniałam wyżej, shipuję Emilson. One zasługują by być razem...Serio. Kiedy dowiedziałam się, że Ali jest w ciąży z tym Arthurem, myślałam, że padnę. 

Kolej na Hannę. Jej zdecydowanie było mi najbardziej żal w tym sezonie. Została porwana i torturowana. A potem zaczęła świrować. No ale każdy na jej miejscu by się tak zachowywał. 
Była zaręczona z Jordanem. Na szczęście zerwała z nim, bo osobiście za gościem nie przepadałam. Może ze względu na to, że Haleb to ship życia. A właśnie, Haleb. W tym sezonie dowiadujemy się dlaczego zerwali. I to było po prostu przykre. Ale najważniejsze jest to, że znowu są "razem". 

Teraz, Moi Kochani, pora uczcić pamięć Spencer Hastings. A może raczej Drake... To Spencer okazała się dzieckiem Mary Drake. Nie byłam tym jakoś szczególnie zaskoczona. Podejrzewałam właśnie ją o bycie potomkiem pani D. Właściwie to ja nawet nie lubię Spencer, ale kiedy została postrzelona, moje serce stanęło. Bałam się, że Hanna umrze. Mam tylko nadzieję, że w 7B nie ożywią jej jakoś, bo to by było głupie. Bardzo głupie. 
Porozmawiajmy o związkach. Spencer była z Calebem. Ich ship nazywał się Spaleb (ja osobiście czytałam to jako "spal-łeb"). To było najgorsze, możliwe rozwiązanie. Kiedy zerwali, tańczyłam ze szczęścia. Serio. 



W tym sezonie wraca kilka znanych nam już postaci. Paige, której nienawidzę. Jenna, którą bym zabiła. Noel, którego lubię, ale zaczął mnie denerwować. Bardzo. Cieszę się, że wrócili, ale z drugiej strony, nie tęskniłam za żadnym z nich jakoś szczególnie. Śmieszne jest to, że fani podejrzewali każdego nich o bycie A.D, ale no to raczej nie oni. Noel jest martwy (ta odcięta głowa turlająca się po schodach była świetna). Jenna też nie jest prześladowcą, bo przecież A.D zabrało ją Bóg jeden wie gdzie. Została Paige...Pożyjemy zobaczymy. 

W finale 7A działo się więcej niż w ciągu całego sezonu. Osobiście nie mogę doczekać się 7B, ale jednocześnie strasznie mi przykro, że to koniec. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. 2017 nie będzie dobry rokiem, oj nie będzie... 



Okay, to co teraz czytacie dodałam kilka dni później. Właśnie obejrzałam na Instagramie krótki filmik z Troian grającą Spencer i nasza kochana kujonka prawdopodobnie przeżyje konfrontacje z bronią palną. Niby dobrze, ale no kurde, miała być jakaś "wielka śmierć" w finale, a myślę, że nie dotyczyło to Noela. Poza tym, sezon 7B wraca w kwietniu 2017 roku. 

~ A. 

1 komentarz:

  1. ja mam 27 lat i oglądam ten serial i żałuję, że niedługo dobiegnie kresu...

    OdpowiedzUsuń